TENERYFA styczeń 2014

12.01.

O prawie każdej wycieczce dowiaduję się przypadkowo. Tak też było z Teneryfą. Zadzwonił do mnie kolega i spytał czy chcę lecieć za nieduże pieniądze. Miałam tylko jedną chwilę zastanowienia czy nie narobię sobie zbyt wielu zaległości na uczelni przez moje wyjazdy. Ostatnio było ich już kilka. Ale raz się żyje, a kolejna okazja pobytu na Wyspach Kanaryjskich nie wiadomo kiedy się nadarzy…

Jadę!

Za bilet lotniczy liniami Ryanair płacę 360 zł. Nie jest to bezpośredni lot, wylot mam z Poznania do Oslo, a dopiero stamtąd na wyspę. Natomiast droga powrotna jest do Warszawy z przesiadką w Bristolu. Takie są uroki taniego latania.

O 4.55 mam Polskiego Busa z Wrocławia do Poznania. Tym razem mnie nie zawodzi, ale i tak całą drogę przesypiam. Na miejscu nie obywa się bez przygód, psuje mi się zamek w jednym bucie. Na szczęście udaje mi się naprawić to za pomocą mydła i mogę ruszać dalej w szpilkach przez świat. ;)

Z dworca PKS bierzemy taksówkę, która za 30 zł wiezie nas na lotnisko. Odprawę mamy zrobioną przez Internet, więc udajemy się od razu do bramek. Mam lekkie obawy, bo mój większy bagaż podręczny jest o 2 centymetry za szeroki. Do niego nikt się nie przyczepia, ale mniejszy podręczny wędruje na bok do sprawdzenia. Pracownik pyta się mnie, czy to mój pierwszy lot. Zdziwiona odpowiadam, że nie… Okazuje się, że mam tam coca-colę o której kompletnie zapomniałam. Reszta moich płynnych kosmetyków (maksymalnie do 100 mililitrów każdy) jest zamknięta w foliowych przezroczystych torebkach. I tylko takie płyny można wnosić. Napój zostaje wyrzucony, a ja wchodzę do strefy bezcłowej.

001-teneryfa

O 10 startujemy i po niecałych dwóch godzinach jesteśmy w Norwegii. 3 godziny koczujemy na lotnisku pijąc piwko i korzystając z darmowego wi-fi , a następnie przechodzimy znowu taką samą kontrolę jak w Poznaniu. Na szczęście, już bez żadnych problemów przechodzę przez bramki. Jeśli chodzi o ceny w Norwegii to jest dość drogo, zwykły hot dog to koszt ok. 25 zł. W liniach Ryanair ceny są zróżnicowane, ale już od 3 euro można coś zjeść. O 16 wylatujemy w końcu na Teneryfę. To mój najdłuższy lot samolotem jak do tej pory. Trwa ok. sześciu godzin, jednak udaje mi się przespać ponad połowę co powoduje, że podróż nie jest tak bardzo męcząca.

Na lotnisku idziemy od razu do wypożyczalni samochodów odebrać zamówione auto. Czekamy pół godziny w kolejce do GOLD CAR (warto wspomnieć, że tylko do tej wypożyczalni jest kolejka) i po załatwieniu wszystkich formalności dostajemy wybrane nowiutkie Audi A3. W Gold Car można wypożyczyć auto już od 12 euro za dzień. Za Audi płacimy ok. 20 euro dziennie, a wynajmujemy je na 4 dni. Jednak kupujemy też pełne ubezpieczenie, więc po wyliczeniu wszystkich kosztów wraz z pełnym bakiem paliwa wychodzi ok. 200 euro za samochód. Jest nas czwórka więc dzielimy to po równo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Od lotniska mamy kilka kilometrów do naszego hotelu Golf Plaza, które mieści się na Golf del Sur. Nie znamy dokładnego adresu, więc nawigacja niewiele nam pomaga, ale pytamy się w jednej z restauracji o hotel i bardzo sympatyczny Hiszpan tłumaczy nam jak trafić do celu. Ok 22 jesteśmy na miejscu. Za apartament 2-pokojowy płacimy ok. 200 zł/dziennie, czyli za 4 noclegi wychodzi 200 zł od osoby. Jest piękny, czysty i z ogromnym tarasem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biorę prysznic, przebieram się i wspólnie zaczynamy nasz pobyt. O północy idziemy rozeznać się w terenie. Trafiamy do hotelowego baru i zapoznajemy się z barmanem Sebastianem, który jest Polakiem mieszkającym tutaj od 3 lat. Proponuje nam wspólna imprezę w Las Americas, podobno najlepszej imprezowej miejscowości w pobliżu.

Jest już dobrze po północy, ale bierzemy taksówkę i jedziemy do klubu Papagaya w dzielnicy Las Veronicas we wspomnianej miejscowości. Rzeczywiście robi wrażenie, jest położony przy samej plaży de la Troya. W środku ładny wystrój, gdy spojrzymy w górę z parkietu to widać gwiazdy na niebie. Tylko jest jeden problem… Bardzo mało ludzi, nasz nowopoznany znajomy tłumaczy że jest styczeń, a do tego niedziela. Zamawiamy po drinku (wódka ze sprite’em – 7 euro) i siadamy na kanapie przy samej plaży.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O 4 rano lokal jest zamykany. Czas wracać do hotelu, Seba mówi, że odwiezie nas jego kolega z Ukrainy. Wsiadamy z nim do jego busa i gdy ruszamy to już zaczynam żałować, że tu jestem. Sasza (bo tak ma na imię) nie dość, że jedzie szybko, to jeszcze z piwem w ręku. Droga dłuży mi się w nieskończoność, a serce podchodzi mi do gardła. Gdy docieramy na miejsce, oddycham z ulgą… Czas iść w końcu spać.

13.01.

Budzę się dość późno, bo dopiero około 12. Jest ok. 26 stopni, słońce grzeje, wybieramy się na plażę do polecanego Las Americas. Plaża del Bobo jest publiczna, nic nie płacimy za wejście. Jest pokryta ciemnym wulkanicznym piaskiem. Wypożyczenie leżaka kosztuje 5 euro. Trzeba uważać, bo w wodzie są kamienie i można sobie pozdzierać nogi, tak jak dzieje się w moim przypadku…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po kilku godzinach jedziemy na druga plażę, El Duque. Ta plaża jest zupełnie inna niż w Las Americas, jest bardzo jasna, bo piasek jest tworzony z ogromnej ilości pokruszonych muszelek. Chodzi się po niej jak po żwirku. Jest położona pomiędzy dwoma niewielkimi klifami. Jesteśmy tutaj tylko godzinę, bo już się robi późno.

006-teneryfa

W drodze powrotnej robimy zakupy w supermarkecie „SUPERMECADO”. Ceny nie są wygórowane, podobne do polskich. Dla przykładu ceny w euro: coca-cola 2l – 1,70, red bull – 1, whisky Grants 1 l – 13,50.

Po zjedzeniu kolacji jedziemy znów do Las Americas. Tym razem naszym wypożyczonym autem. Jest poniedziałek, a przez to ludzi nadal brak. Być może w weekendy coś się dzieje, ale nie będę mieć okazji tego doświadczyć. Kręcimy się trochę po Las Veronicas i wracamy do hotelu.

14.01.

Dzisiaj wstajemy już o godzinie 8 rano i jedziemy zwiedzić Wulkan el Teide. Około 2 godzin jedziemy krętymi drogami podziwiając piękne widoki. Gdy znajdujemy się ponad chmurami, pogoda staje się przepiękna, chociaż nie jest zbyt ciepło. Aby dostać się na samą górę trzeba wjechać kolejką linową, która kosztuje 25 euro od osoby. Czas wjazdu trwa zaledwie 8 minut, ale naprawdę warto to zobaczyć. Trzeba się tez ciepło ubrać, bo na szczycie leży śnieg, a temperatura jest na minusie.

007a-teneryfa

013-teneryfa

Wracając z wulkanu udajemy się do Los Giganantes, aby zobaczyć ogromne 600-metrowe klify. W miasteczku znajduje się też port jachtowy.

009-teneryfa

W końcu trafiamy na wyjątkową plażę La Arena. Wyjątkowa, ponieważ charakteryzuje się ona bardzo czarnym piaskiem wulkanicznym. Nigdy takiego nie widziałam, więc zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie. Do tego jest on bardzo delikatny, więc przyjemnie się po nim chodzi. Pogoda jest średnia, świeci słońce, ale co chwilkę chowa się za chmurami. Koszt wynajmu leżaka to 3 euro.

010-teneryfa

Wracamy na chwilę do hotelu aby wziąć prysznic i trochę odpocząć, a następnie jedziemy do stolicy wyspy Santa Cruz. Po zapytaniu przechodnia o drogę, trafiamy do centrum miasta. Niestety jest ok. 23, środek tygodnia i na ulicach jest pusto. Większość lokali jest pozamykana. Udajemy się do restauracji Olimp, gdzie mogę spróbować tradycyjnego dania hiszpańskiego Paella – w skrócie owoce morza z ryżem. Nie przepadam za owocami morza, ale wszystkiego trzeba w życiu spróbować.

011-teneryfa

Wracamy do hotelu i idziemy spać.

15.01.

Ostatni dzień na Teneryfie postanawiamy spędzić na pełnym relaksie. Jedziemy do popularnego Aquaparku Siam Park. Za 33 euro kupujemy wejściówkę. Dzisiaj pogoda nie należy do udanych, bo jest bardzo pochmurno i zbiera się na deszcz. Ale nie przeszkadza nam to w spędzeniu świetnego czasu. Na miejscu jest restauracja gdzie można coś przekąsić w międzyczasie. Polecam skorzystać ze wszystkich atrakcji w Siam Parku, nawet z The Tower of Power ;) Jestem z siebie dumna, że przełamałam swój strach!

012-teneryfa

Po całym dniu w Aquaparku zaczyna padać deszcz i pojawia się ogromna tęcza na niebie. Trafiamy do restauracji Tapas w San Blas (niedaleko Golf del Sur). Jemy dania polecone przez szefa kuchni.

007-teneryfa

Ostatni wieczór spędzamy w hotelowym barze pijąc pyszną Sangriję.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

16.01.

O 4 rano opuszczamy hotel, oddajemy auto i udajemy się na lotnisko. Lecimy do Bristolu, tam prawie 5 godzin czekamy na samolot do Warszawy. W stolicy lądujemy ok. 20, a o 23 mamy Polskiego Busa do Wrocławia. Powrotna podróż jest długa, ale jeśli miałabym drugą okazję takiego wyjazdu, nie zawahałabym się ani na chwilkę.

Więcej zdjęć na facebookowym fanpage’u:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.252838491560473.1073741840.212570245587298&type=1