Lot do USA z dzieckiem - Warszawa -> Paryż -> Detroit

Lot do USA z dzieckiem – Warszawa -> Paryż -> Detroit

Nareszcie mój amerykański sen trwa! Już od kilku dni jesteśmy w Stanach i na razie relaksujemy się w niewielkim miasteczku w okolicach Detroit w pięknym domku naszej rodzinki. Pogodę mamy jak na zamówienie, bo w pierwszych dniach temperatura sięgała nawet 33 stopni, czego w ogóle się nie spodziewałam w tych rejonach z końcem września. Ale o tym napiszę później.

Cała nasza podróż z Polski do Detroit trwała ponad dobę! Była bardzo męcząca, zwłaszcza że leciałam z moim niespełna dwuletnim synkiem. Na szczęście towarzyszyła nam moja mama, bo samej byłoby bardzo ciężko podczas takiej wyprawy.

Bilety do USA szukałam przez Skyscanner i zdecydowałam się kupić lot liniami Air France. Warto wspomnieć, że dzieci do lat 2 mają najczęściej 90 % rabatu na przelot. Niestety bezpośrednich lotów do Detroit nie ma. Z Warszawy do Paryża podróż przebiegła nam bardzo sprawnie. Moje dziecko zasnęło podczas startu i obudziło się dopiero na francuskim lotnisku.

Paryż -> marzę o podróży do tego miasta i na pewno w końcu tu zawitam na dłużej, ale lotnisko CDG jest najgorszym na jakim dotychczas byłam! Jestem wdzięczna moim znajomym, że poinformowali mnie o tym wcześniej i zakupiłam bilet z przesiadką 6-godzinną, bo w 1,5 godziny na pewno bym się nie wyrobiła.

Na początek musieliśmy zmienić terminal, więc udaliśmy się do gigantycznej kolejki na kontrolę paszportów! Przypuszczam, że przed nami było jakieś 500 osób (nie wyolbrzymiam!) Ludzie krzyczeli, że mają za chwilę lot, ale nikt na to nie zwracał uwagi. My mieliśmy prawie 6 godzin do kolejnego, wiec czekaliśmy (tylko Karol wszędzie ganiał, a ja za nim). Jednak po chwili przyszła jakaś kobieta i zabrała nas bez kolejki – to są właśnie plusy podróżowania z dzieckiem! 😉 Na wyznaczony terminal musieliśmy jechać autobusem jeden przystanek. Gdy dotarliśmy na miejsce myśleliśmy że już możemy odpocząć, ale zerknęłam na tablicę odlotów, a naszego lotu tam nie było. Spytałam jakiejś kobiety pracującej w Air France i okazało się, że zmienili terminal i tym razec musieliśmy na kolejny jechać pociągiem! A tam od nowa kontrola bagażu. Całość trasy z przylotu aż do właściwego terminalu zajęła nam ponad 3 godziny. Przed samym odlotem zmienili nam gate na całkowicie z drugiej strony, a już po boarding czekaliśmy 2 h zanim samolot wystartuje, bo okazało się że jest jakaś usterka, którą trzeba sprawdzić… A potem prawie 9 godzin do Detroit. Karol trochę spał, potem biegał po samolocie i zapoznał się z prawie wszystkimi pasażerami i załogą, ale pod koniec już był wykończony i miał dość.

Podsumowując, jestem rozczarowana liniami Air France (wciąż Emirates to mój numer 1 – leciałam nimi do DUBAJU). Jedzenie bez szału, obiad był dobry, ale kolejny posiłek już nie był na ciepło. Nic nie zaproponowali dziecku… Gdy się zapytałam powiedzieli że  mogą jakiś słoik przynieść, ale stwierdziłam że wolę mu dać mleko, które miałam ze sobą. Zabawek też żadnych nie przynieśli (a podobną dają z tego co wyczytałam przed).

Na lotnisku w Detroit odbyliśmy stresującą rozmowę – po co, za co, dlaczego, do kogo itp. W końcu wbili nam pieczątki na pół roku.