Tajlandia: Prowincja Krabi - wycieczki fakultatywne

Tajlandia: Prowincja Krabi – wycieczki fakultatywne

JEDNODNIOWE WYCIECZKI NA SĄSIEDNIE WYSPY

HONG ISLAND

Wybrałyśmy wycieczkę na Hong Islands – 4 wyspy, a tak naprawdę dwie na których wysiadłyśmy (obok pozostałych przepłynęliśmy). Nie wiem, czy tak jest zazwyczaj, czy my miałyśmy takie “szczęście”. Zapłaciłyśmy po 25 $, ale myślę że da radę kupić ją jeszcze taniej. Spodziewałam się krystalicznie czystej wody, jednak było trochę mętnie, natomiast rafy koralowe zdecydowanie piękniejsze widziałam w Egipcie. 🙂 Same wyspy były jednak bardzo ładne i warte odwiedzenia. W cenie dostaliśmy również lunch na jednej z wysp.

WYCIECZKA DOOKOŁA PHI PHI ISLAND I NA SĄSIEDNIE WYSPY

Kupiliśmy tą wycieczkę za ok. 50 dolarów, można było kupić podobną, tylko trwającą 4 godziny już za 20 dolarów. Jednak myślałyśmy, że zobaczymy więcej… Wstałyśmy przed 5 rano, na początek “śniadanie” – słodki obwarzanek z herbatą. Potem wsiedliśmy na łódź i mogliśmy podziwiać wschód słońca. Kolejny przystanek – Shark Point, czyli miejsce gdzie można popływać z rekinami! Brzmi ciekawie… Założyliśmy maski do snorkelingu (nikt nie kazał zakładać kamizelek!) i płynęliśmy z naszym przewodnikiem jakieś kilkaset metrów, nie było zbyt łatwo, a do tego nie było warto. Nie zobaczyłam żadnej rafy koralowej, a rekina widziałam tylko jednego w oddali (miał jakieś pół metra). Było to blisko skał i fale były dość spore, miałam przez chwilę wrażenie, że utonę, jednak nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi. Gdy wypłynęłam na powierzchnię, aby przepłukać maskę, zobaczyłam tonę plastiku dryfującego po powierzchni. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że nasz przewodnik wziął worek na śmieci i wszyscy zaczęliśmy zbierać ten plastik. On codziennie tu bywa, więc fajnie że mają już świadomość tych zanieczyszczeń i w jakimś stopniu starają się to naprawić. Po 2 godzinach w “Shark Point”, popływaliśmy wśród jaskiń, potem Maya Bay (gdzie kręcili fim z Leo DiCaprio), która jest zamknięta dla turystów, więc można zobaczyć z tylko z daleka, a następnie udaliśmy się ponoć na Monkey Beach…. Niestety potem okazało się, że to nie było Monkey Beach tylko jakaś okropnie brudna zatoczka z dzikimi i okropnymi małpami… Żeby tam dotrzeć trzeba było przepłynąć kawałek z łodzi. Ci co nie umieją pływać to tam nie dotrą, a małpy skaczą ludziom po głowach podczas przeprawy! Bardzo chciałam zobaczyć małpy, trochę się ich bałam, ale jak zobaczyłam że skaczą po ludziach i nic im nie robią to pomyślałam, że nie są niebezpieczne. Usiadłam sobie kawałek dalej od nich, aby zrobić sobie zdjęcie. 2 małe małpki od razu na mnie wskoczyły! One akurat były łagodne, jednak nie wolno ich dotykać i zrzucać, więc znieruchomiałam i miałam nadzieję, że zaraz sobie pójdą. Niestety zanim zeszły inna małpa doskoczyła i ugryzła mnie w ramię… Być może była to matka którejś z tych małych, ale nie było to przyjemne. Ja ich nie zaczepiałam, a mimo wszystko zostałam ugryziona. Podczas pobytu w Azji widziałam jak nieświadomi ludzie pchają się do małp nie zdając sobie sprawy jak cwane i niebezpieczne są te zwierzęta. Najchętniej wszystko by Ci zabrały. Oczywiście musiałam udać się do kilku szpitali podczas mojej wycieczki, aby wziąć kilka dawek szczepionki przeciw wściekliźnie. Warto mieć ubezpieczenie. Wycieczkę zakończyliśmy na Bamboo Island i to było jedyne miejsce warte zobaczenia! Wyspa Jest przepiękna, a woda krystalicznie czysta – prawdziwy raj! Wróciliśmy ok. 14. Tej wycieczki nie polecam nikomu. 😀

SANKTUARIUM SŁONI – Krabi Elephant Sanctuary

Wiele ostatnio słychać o okrucieństwie i znęcaniu się nad słoniami. Zdania są podzielone, jednak skoro mówią, że jazda na słoniach krzywdzi te cudowne stworzenia to po co to robić? Chciałyśmy bardzo zobaczyć słonie, więc zdecydowałyśmy się na sanktuarium, gdzie przebywają emerytowane słonie, które dożywają spokojnej starości nie wożąc turystów, ani nie pracując w polu. Był to cudowny czas, bo zobaczyłam jakie to są (mimo swojej wielkości) delikatne i pełne gracji zwierzęta. Spędziłyśmy tam prawie cały dzień karmiąc je, kapiąc, spacerując itp.

Po wycieczce miałam mieszane uczucia, bo mimo, że słonie w tym miejscu były zadowolone, to jednak wcześniej ciężko pracowały, a turystyka wciąż się nakręca, bo zawsze będą zwolennicy jazdy na słoniach i przeciwnicy, a każdy z nich znajdzie tutaj swoje miejsce. Sanktuariów dla słoni zrobiło się sporo, a tak naprawdę w całej Tajlandii istnieje tylko jedno prawdziwe, które ratuje słonie i wykupuje z niewoli. Pozostałe przyjmują tylko te, które nie nadają się już do pracy. Być może są to Ci sami właściciele, bo teraz można już zarobić nawet na starych słoniach, a do tego obrońcy zwierząt przyjdą, porządnie zapłacą i jeszcze zaopiekują się nimi przez cały dzień. Dobry biznes…