Praca jako stewardessa na jachcie w Chorwacji

Praca jako stewardessa na jachcie w Chorwacji

Praca na prywatnym jachcie to zupełnie coś innego, niż moja dotychczasowa praca na Ibizie. Niestety z powodu koronawirusa moja ukochana praca została zawieszona w sezonie 2020, więc postanowiłam poszukać innej. Mój znajomy kapitan podesłał mi ofertę pracy z jednej z grup na fb, gdzie poszukiwali stewardessy z minimum jedno-sezonowym doświadczeniem i mówiącej po polsku i angielsku. To było moje pierwsze CV, które wysłałam i po kilku miesiącach dostałam pracę!

Magiczne wschody i zachody słońca, które nigdy się nie nudzą

Początki były trudne, ale z każdym tygodniem zaczęło być łatwiej i nawet nie wiem, kiedy minęło 5 tygodni, które tam spędziłam. Ludzie patrząc na moje zdjęcia z pięknej Chorwacji często mówią: Ty to masz życie – zwiedzanie, opalanie i relaks, a tak naprawdę praca na takim superjachcie jest dużym wyzwaniem i często ciężką pracą. Żeby wytrwać trzeba kochać morze, mieć silną psychikę, lubić to co się robi, a przede wszystkim akceptować ludzi, z którymi spędza się praktycznie całe dnie i noce.

Na 28-metrowym ekskluzywnym jachcie pracowałam tylko ja jako stewardessa (a także jako deckhand) i kapitan, który również pełnił rolę kucharza. Pracowaliśmy dla właścicieli jachtu i ich rodziny, znajomych. Była to miła rodzina, którą bardzo polubiłam, dzięki czemu z czasem praca dla nich stała się miłym nawykiem. Niestety z kapitanem już współpraca była mniej przyjemna, nie udało nam się porozumieć i między innymi dlatego zamiast 5-miesięcznego kontraktu, zakończyłam pracę nie z mojej winy po 5 tygodniach. Opuściłam Chorwację z lekkim smutkiem… Nie żałuję, że pojechałam, uważam że spędziłam super czas, była to dla mnie kolejna ważna lekcja w życiu, nauczyłam się czegoś nowego i zdobyłam kolejne doświadczenie.

Jak wyglądał mój dzień w pracy?

Codziennie wstawałam o 6 rano, aby mieć trochę czasu dla siebie. Zaczynałam dzień od jogi lub ćwiczeń i relaksu, dzięki czemu zawsze byłam uśmiechnięta i pełna motywacji do pracy. O godzinie 9 serwowaliśmy naszym gościom śniadanie, w trakcie którego musiałam posprzątać wszystkie kabiny (pokoje) i doprowadzić je łącznie z toaletami do stanu idealnego, bo takie jachty to są pływające luksusowe hotele, w których wszystko musi błyszczeć. W między czasie doglądałam, czy podczas śniadania niczego gościom nie brakuje. Po śniadaniu sprzątanie i zmywanie, a następnie trzymanie porządku na jachcie cały dzień, ścieranie kurzu, pranie, prasowanie, pilnowanie czy mamy wystarczająco wody na stanie itp. Czasami serwowaliśmy również obiady i kolacje, ale często goście wychodzili do restauracji, gdy staliśmy w porcie. Wtedy była chwila czasu da siebie. Najbardziej lubiłam, gdy byliśmy na morzu i spaliśmy na kotwicy. Te dni wspominam najlepiej, bo mimo że byliśmy wszyscy na jachcie i nie mogliśmy z niego wyjść na ląd, to czułam się w tym momencie naprawdę wolna i szczęśliwa. Gdy pływaliśmy moje obowiązki rozszerzały się do wykonywania poleceń kapitana na zewnątrz jachtu, czyli wiązanie i chowanie odbijaczy, puszczanie kotwicy, cumowanie jachtu w portach itp., ale to była ta część pracy, którą uwielbiam robić! Zazwyczaj pracę kończyłam ok. 22, więc od 8 do 22 to 14 h dziennie. Nie tak mało, prawda?

Oczywiście zdarzały się chwile dla siebie, np. po 22 mogłam sobie wyjść na miasto, gdy staliśmy w porcie, a czasami nawet wcześniej, gdy praca była wykonana, a gości nie było na statku. Jednak często po całym dniu nie chciało się już nigdzie iść, tylko położyć w łóżku spać. Dzielenie jednej kabiny z kapitanem (z którym niestety nie polubiliśmy się) nie należało do najłatwiejszych, ale stopery do uszu i zmęczenie po całym dniu pomagało szybko zasnąć.

Chorwacja jest bardzo ładna i w kolejnym wpisie pokaże Wam co udało mi się zobaczyć podczas mojego pobytu. Pracę wspominam bardzo miło i uważam, że warto było to przeżyć, ale nie wiem czy w przyszłości chciałabym tak jeszcze pracować. Chyba wolę moje jednodniowe czartery na Ibizie i możliwość mieszkanie razem z moim synkiem. 🙂

W każdej pracy chwila czasu tylko dla siebie to podstawa. Poranne pobudki i ćwiczenia w ciszy z pięknym widokiem sprawiały, że lubiłam tam pracować.

Po powrocie do kraju postanowiłam pójść o krok dalej i zapisałam się na kurs żeglarski oraz motorowodny… Kto wie, może kiedyś sama zostanę kapitanem. 😉